Uczenie maszynowe w chmurze: szybki start z treningiem i deploymentem

1
30
Rate this post

Nawigacja:

Po co w ogóle przenosić uczenie maszynowe do chmury

Skalowalność i elastyczność, których brakuje lokalnym serwerom

Uczenie maszynowe w chmurze kusi głównie możliwością szybkiego skalowania zasobów. Lokalny serwer czy nawet mały klaster on‑prem ma stałą moc: tyle CPU, tyle RAM, tyle GPU. Jeśli nagle potrzebujesz 10 razy więcej mocy na tydzień eksperymentów, zaczyna się kombinowanie, wypożyczanie maszyn, przesuwanie projektów. W chmurze po prostu uruchamiasz większą instancję lub kilka naraz, a po zakończeniu treningu je wyłączasz.

Dla uczenia maszynowego oznacza to, że:

  • nie blokujesz zespołu jednym długim treningiem na jedynej mocnej maszynie,
  • możesz równolegle odpalać wiele eksperymentów z różnymi hiperparametrami,
  • w krytycznym momencie (np. hackathon, release nowego modelu) możesz na krótko „przekręcić gałkę” z mocą w górę, zamiast zamawiać nowy serwer.

Dodatkowy bonus: nie przejmujesz się fizyczną infrastrukturą. GPU się zepsuło? Ktoś inny ma kłopot. Ty zmieniasz typ instancji lub region i jedziesz dalej.

Dostęp do GPU/TPU i specjalizowanych zasobów

Nowoczesne modele (szczególnie deep learning, przetwarzanie obrazu czy języka) wymagają dedykowanego sprzętu – GPU lub TPU. Utrzymywanie własnego zaplecza GPU jest drogie, a do tego wymaga planowania na lata. Tymczasem projekty ML rzadko są idealnie przewidywalne. Raz potrzebujesz trzech kart GPU na miesiąc, innym razem jednej na kilka godzin.

Chmura daje kilka realnych korzyści:

  • dostęp do wielu typów GPU – od bardziej „budżetowych” po wysoko wydajne,
  • możliwość korzystania z TPU (głównie GCP), jeśli twój kod dobrze na tym działa,
  • łatwiejsze testowanie: możesz porównać trening na różnych typach maszyn bez kupowania sprzętu.

Dzięki temu projekty, które lokalnie byłyby „za ciężkie”, nagle stają się realne. Przynajmniej dopóki nie zobaczysz rachunku i nie zaczniesz optymalizować pipeline’u.

Porównanie: lokalny serwer vs chmura – koszty i utrzymanie

Decyzja „lokalnie czy w chmurze” rzadko jest czysto techniczna. To mieszanka kosztów, ryzyk i sposobu pracy zespołu. Przybliżony obraz wygląda tak:

CechaLokalny serwer / on-premChmura publiczna
Koszt początkowyWysoki, zakup sprzętu z wyprzedzeniemNiski, płatność za użycie
SkalowanieOgraniczone do zakupionego sprzętuElastyczne, w górę i w dół
UtrzymanieWłasny zespół IT / DevOpsMenedżerowane usługi, mniej własnej administracji
Dostęp do GPU/TPUWymaga inwestycji w specjalny sprzętDostępne „na żądanie” w wielu konfiguracjach
Kontrola nad danymiPełna kontrola fizycznaWymaga zgodności z regulacjami, właściwych regionów

W uproszczeniu: na start chmura prawie zawsze jest tańsza i szybsza do uruchomienia. Przy stałym, ogromnym wykorzystaniu (ciągły trening dużych modeli, potężne klastry) zakup własnej infrastruktury może być sensowny, ale to już przypadek „enterprise+”. Dla 90% zespołów ML chmura jest bardziej elastycznym wyborem.

Typowe scenariusze użycia chmury dla ML

Uczenie maszynowe w chmurze przydaje się na różnych etapach dojrzałości organizacji. Trzy najczęstsze scenariusze:

  • Proof of Concept (PoC) – krótki projekt, który ma pokazać, że coś w ogóle da się zrobić. Potrzebujesz szybko przygotować dane, zbudować model i wystawić prosty endpoint dla demo. Chmura usuwa opóźnienia związane z infrastrukturą.
  • System produkcyjny średniej skali – gdy model ma realny wpływ na produkt (rekomendacje, scoring leadów, personalizacja). Potrzebujesz powtarzalnych pipeline’ów, automatyzacji, monitoringu i niezawodnych endpointów. Tu zaczyna się „prawdziwy” MLOps w chmurze.
  • Zaawansowana platforma ML – wiele zespołów, setki modeli, osobny zespół MLOps. W tym scenariuszu chmura często łączy się z Kubernetesem, centralnym feature store i rozbudowanym CI/CD.

W każdym z tych przypadków da się korzystać z chmury inaczej – od prostych notebooków i jednego endpointu po pełny ekosystem z automatycznymi pipeline’ami.

Ograniczenia chmury: vendor lock-in, koszty, compliance

Chmura nie jest magicznym lekarstwem na wszystkie problemy. Do głównych ograniczeń należą:

  • Vendor lock-in – im mocniej wchodzisz w specyficzne dla danej chmury usługi (np. AutoML, menedżerowane feature store, specyficzne formaty modeli), tym trudniej zmienić dostawcę. Dobrą obroną jest trzymanie logiki modelu i kodu treningowego w „standardowych” frameworkach (PyTorch, TensorFlow, scikit‑learn) i opakowywanie ich w Dockera.
  • Koszty rozjeżdżające się po cichu – storage, transfer danych między regionami, endpointy działające 24/7, nieposprzątane eksperymenty z danymi i modelami. Brak budżetowych „bezpieczników” potrafi zaboleć.
  • Regulacje i dane wrażliwe – RODO, dane zdrowotne, dane finansowe: nie zawsze można je łatwo wypchnąć do publicznej chmury. Często trzeba użyć konkretnych regionów, prywatnych połączeń sieciowych lub dodatkowo sięgnąć po model hybrydowy (część danych on‑prem, część w chmurze).

Dlatego opłaca się startować od przemyślanej architektury, zamiast wrzucać wszystko na jedno konto w chmurze i liczyć, że jakoś to będzie. „Jakoś” w chmurze zwykle znaczy „drożej i bardziej chaotycznie”.

Przegląd ekosystemu chmurowego dla ML (AWS, GCP, Azure i spółka)

Kluczowe usługi ML w największych chmurach

Trzy główne chmury – AWS, Google Cloud i Azure – mają dojrzałe, szerokie ekosystemy do uczenia maszynowego. Dają one zarówno narzędzia dla data scientistów, jak i infrastrukturę produkcyjną.

  • AWS SageMaker – platforma end‑to‑end. Oferuje:
    • notebooki (SageMaker Studio),
    • trening na zarządzanych klastrach,
    • endpointy z autoscalingiem,
    • eksperymenty, monitoring, ground truth do labelingu,
    • SageMaker Pipelines do MLOps.
  • Google Cloud Vertex AI – „sklejka” wielu usług ML pod jednym szyldem:
    • notebooki (Workbench),
    • trening niestandardowy i AutoML,
    • Feature Store, Pipelines (oparte o Kubeflow/Cloud Build),
    • Model Registry, endpointy z autoscalingiem, Explainable AI.
  • Azure Machine Learning – bogata platforma integrująca się z resztą ekosystemu Microsoft:
    • Azure ML Studio z interfejsem webowym i notebookami,
    • managed compute clusters,
    • Model Registry, endpointy online i batch,
    • integracja z GitHub Actions, DevOps, AKS.

Funkcjonalnie wszystkie trzy platformy pozwalają zrealizować ten sam zestaw zadań: przygotowanie danych, trening, wersjonowanie, deployment i monitoring modelu. Różnią się szczegółami, ergonomią i cenami.

Low-code / AutoML vs. „bare metal” na Kubernetesie

Platformy chmurowe oferują dwa główne style pracy:

  • Low-code / AutoML – uploadujesz dane, wybierasz typ problemu (klasyfikacja, regresja, detekcja obiektów, tekst), klikasz kilka opcji i czekasz na wynik. Idealne, gdy:
    • masz klasyczny problem tablicowy (np. churn, scoring klientów),
    • nie chcesz od razu inwestować w zespół ML,
    • liczy się szybki efekt typu „działa czy nie”.
  • „Bare metal” na VM/Kubernetesie – pełna kontrola nad środowiskiem:
    • sam budujesz obrazy Dockera,
    • uruchamiasz treningi na Kubernetesie/EKS/GKE/AKS lub czystych VM‑kach,
    • korzystasz z własnych frameworków, bibliotek i narzędzi do MLOps.

Podejście low‑code przyspiesza start, ale odbiera część kontroli nad architekturą modeli. „Goły” Kubernetes daje ogromną elastyczność, ale wymaga doświadczonych DevOps/MLOps. Praktyka jest taka, że wiele zespołów kończy na hybrydzie – część zadań (np. szybki prototyp lub mniej krytyczne modele) robi na AutoML, a ważniejsze elementy produktu obsługuje własnym kodem na Dockerze i Kubernetesie.

Kiedy skorzystać z menedżerowanej platformy ML

Menedżerowane platformy (SageMaker, Vertex AI, Azure ML) dają najwięcej sensu, gdy:

  • masz mały lub średni zespół i nie chcesz budować własnej pełnej platformy ML,
  • potrzebujesz spójnego środowiska od notebooków po endpointy,
  • chcesz mieć jedno miejsce na eksperymenty, metryki, modele i pipeline’y,
  • ważny jest zgodny z best practices MLOps (CI/CD/CT, monitoring, audyt).

Minusy? Po pierwsze, specyficzne API danej chmury. Po drugie, czasem wyższy koszt godzinowy w porównaniu do „gołych” VM‑ek. Po trzecie, dodatkowe krzywe uczenia dla zespołu (tak, panel SageMaker czy Vertexa raz na jakiś czas zaskoczy).

Alternatywy: Databricks, serverless ML i hybryda/on-prem

Poza „wielką trójką” jest kilka ciekawych alternatyw:

  • Databricks – mocno osadzony w ekosystemie Spark i „big data”. Świetny, gdy:
    • masz dużo danych w formie logów, eventów, danych strumieniowych,
    • chcesz łączyć ETL, analitykę i ML w jednym środowisku,
    • stawiasz na centralne lakehouse i feature store.
  • Serverless ML (np. modalne platformy, FaaS + serwery modeli) – modele uruchamiane „na żądanie”, płacisz praktycznie tylko za czas wykonania. Dobre do:
    • nieregularnych inferencji,
    • prototypów, gdzie nie chcesz utrzymywać stałego klastra.
  • On-prem / hybryda – gdy dane muszą zostać „u ciebie”, a chmura jest używana tylko do części zadań (np. intensywny trening, a inferencja lokalnie), albo odwrotnie.

Strategia hybrydowa bywa bardzo rozsądna: dane wrażliwe zostają na prywatnej infrastrukturze, ale ciężki trening dużych, zanonimizowanych modeli odbywa się w chmurze. Wymaga to jednak sensownej sieci, replikacji danych i spójnego MLOps.

Trójwymiarowa sieć neuronowa z abstrakcyjnymi połączeniami w pastelowych barwach
Źródło: Pexels | Autor: Google DeepMind

Przygotowanie danych pod trening w chmurze

Struktura danych: pliki, bazy, data lake i feature store

Bez poukładanych danych nawet najlepszy GPU tylko się nudzi. W chmurze główne podejścia do przechowywania danych treningowych to:

  • Obiektowe storage (S3, GCS, Azure Blob) – pliki w bucketach: CSV, Parquet, obrazy, audio, JSON. To najczęstsza „paczka startowa” dla treningu. Ważna jest dobra struktura ścieżek (np. podział na train/valid/test, daty, źródła).
  • Bazy danych – klasyczne relacyjne (Cloud SQL, RDS) lub analityczne (BigQuery, Redshift, Synapse). Sprawdzają się, gdy dane mają ściśle ustrukturyzowaną formę i robisz dużo zapytań ad‑hoc.
  • Data lake – połączenie storage obiektowego i warstwy metadanych (Glue Data Catalog, BigLake, Unity Catalog w Databricks). Pozwala przechowywać surowe dane z różnych źródeł i stopniowo je porządkować.
  • Feature store – specjalizowana warstwa do przechowywania cech (features) gotowych do treningu i inferencji. Umożliwia spójność między tym, co model widzi podczas treningu i w produkcji (np. Vertex Feature Store, SageMaker Feature Store).

ETL/ELT w chmurze: jak dowieźć dane do treningu

Sam wybór storage’u to połowa sukcesu. Druga połowa to sensowny proces ładowania i przetwarzania danych. W chmurze typowy przepływ wygląda następująco:

  • dane trafiają do strefy surowej (raw zone) – praktycznie bez dotykania,
  • następnie są czyszczone i standaryzowane w strefie przetworzonej (clean/processed),
  • na końcu lądują w strefie analitycznej / feature’owej, gdzie korzysta z nich ML.

Do zbudowania takich przepływów w chmurze używa się kilku typów narzędzi:

  • Usługi orkiestracji – AWS Step Functions, Google Cloud Workflows, Azure Data Factory, czasem klasyczny Airflow na Kubernetesie. Pilnują kolejności kroków, retry i zależności czasowych.
  • Silniki przetwarzania – Spark (EMR, Dataproc, Synapse/Databricks), Beam (Dataflow), Flink, a dla mniejszych zadań po prostu joby Pythonowe uruchamiane jako batch/Cloud Run/Functions.
  • Magazyny pośrednie – BigQuery, Redshift, Snowflake na chmurze, które nadają się i do ETL, i do „szybkiego SQL‑a” pod eksperymenty.

Dobrym nawykiem jest zrobienie osobnej ścieżki ETL pod ML, a nie podpinanie się pod przypadkowe widoki z hurtowni, które ktoś kiedyś zrobił „na szybko pod raport dla zarządu”. Te dwa światy często mają różne wymagania co do opóźnienia danych, granularności i jakości.

Wersjonowanie danych: datasety jako pierwszy obywatel

Modele w chmurze trenują się na zasadzie „data in, model out”. Gdy nie da się odtworzyć dokładnie tego samego zestawu danych, trudno mówić o powtarzalności. Stąd tyle narzędzi do wersjonowania datasetów:

  • Proste podejście „na katalogi” – bucket z folderami typu dataset_v2024‑01‑15_train, plus manifest (np. JSON) z metadanymi: źródła, filtry, data ekstrakcji, wersja schematu.
  • Narzędzia typu DVC / LakeFS – warstwa „gitopodobna” na dane; commitujesz zmiany w plikach i możesz wrócić do starej wersji całego zbioru.
  • Wbudowane mechanizmy w platformach – Vertex Dataset, SageMaker Processing + registries, Databricks Delta Lake z time travel.

Praktyczny kompromis: dodawać identyfikator wersji danych (hash, data + numer pipeline’u) do nazwy eksperymentu i modelu. Dzięki temu wiadomo, który model liczył się na dokładnie jakim zbiorze i da się to potem w razie czego odtworzyć.

Bezpieczeństwo danych: szyfrowanie, IAM i granice projektów

Dane treningowe w chmurze często zawierają informacje, których nie chciałbyś zobaczyć na publicznym pastebinie. Stąd kilka podstawowych zasad:

  • Szyfrowanie „w spoczynku” i „w locie” – domyślne szyfrowanie bucketów (KMS/Cloud KMS/Key Vault) plus HTTPS po drodze. Dużo platform robi to out‑of‑the‑box, ale konfiguracja kluczy i rotacji jest już po twojej stronie.
  • Precyzyjne IAM – zamiast jednej roli „data‑science‑admin‑full‑god‑mode”, lepiej rozbić uprawnienia:
    • role tylko do odczytu danych surowych,
    • osobne role do zapisu w strefie feature’owej,
    • ograniczony dostęp do danych wrażliwych (np. pseudonimizacja przed trafieniem do projektu ML).
  • Segregacja projektów / kont – osobne projekty/chmurowe konta na: prod, staging, eksperymenty. Łatwiej wtedy ustawić guardraile, limity budżetowe i kontrolę dostępu.

W wielu organizacjach data scientist widzi tylko zanonimizowane dane w strefie ML, a oryginały są dostępne wyłącznie dla platform/infra. Nie zawsze jest to wygodne, ale za to pomaga spać spokojniej działowi compliance.

Środowisko pracy data scientistów w chmurze

Notebooki zarządzane vs lokalne środowisko + tunel do chmury

Klasyczny dylemat: czy pisać kod na lokalnym laptopie, czy od razu przenieść się do chmurowego IDE. Oba podejścia da się sensownie połączyć.

  • Notebooki zarządzane (SageMaker Studio, Vertex Workbench, Azure ML Notebooks):
    • łatwy dostęp do danych w chmurze bez kombinowania z VPN/SSH,
    • skalowanie instancji (podbijasz RAM/GPU jednym kliknięciem),
    • lepsza kontrola bezpieczeństwa i backupów.
  • Lokalne środowisko + zdalne zasoby:
    • Visual Studio Code / PyCharm podpięte do zdalnych VM‑ek,
    • sync katalogów (np. rsync, gcloud storage, aws s3 sync),
    • możliwość pracy offline na mniejszych próbkach, a treningu na pełnych danych zdalnie.

Rozsądne ustawienie to: prototypy i małe eksperymenty lokalnie, a wszystko, co zaczyna żreć RAM albo GPU – w menedżerowanych notebookach lub na przygotowanych instancjach z Dockerem.

Standaryzacja środowiska: Docker, Conda, pliki requirements

Typowy ból: model u ciebie działa, w środowisku treningowym już nie. Chmura tego nie rozwiąże, jeśli środowiskiem dalej będzie „pip install w ciemno”. Dlatego:

  • Docker jako źródło prawdy – bazowy obraz (np. oficjalny PyTorch/TensorFlow) + własne zależności. Ten sam obraz:
    • w notebookach,
    • w jobach treningowych,
    • w endpointach produkcyjnych.
  • Pliki requirements.txt / environment.yml – nawet jeśli nie używasz Dockera od razu, trzymaj listę zależności w git. Platformy typu SageMaker/Vertex potrafią instalować je automatycznie.
  • Ograniczanie wersji – konkretne numery bibliotek (a nie „pandas>=1.0”). To potem oszczędza godzin debugowania „czemu teraz inaczej liczy mi się timestamp”.

Jeśli zespół jest większy, opłaca się utrzymywać 2–3 wspólne obrazy bazowe (np. NLP, CV, klasyczny tabular), zamiast każdy robi po swojemu. Mniej chaosu, mniej niespodzianek.

Zarządzanie eksperymentami: MLflow, wbudowane trackery i własne hacki

Przy jednym modelu można jeszcze zapamiętać w głowie, co się działo. Przy dziesięciu – już nie. A przy setkach eksperymentów w chmurze bez trackera robi się archeologia.

Najpopularniejsze podejścia:

  • Wbudowane narzędzia:
    • SageMaker Experiments,
    • Vertex AI Experiments,
    • Azure ML Experiments / Run History.

    Plus: integracja z UI chmury i resztą usług. Minus: przywiązanie do jednego dostawcy.

  • MLflow – de facto standard open-source:
    • może działać na VM w chmurze, Kubernetesie, Databricksie,
    • loguje parametry, metryki, artefakty (modele, raporty),
    • ma swój Model Registry, który dobrze współgra z MLOps.
  • Minimum survival kit – CSV + naming konwencje:
    • nazwa joba/eksperymentu zawiera kluczowe hiperparametry,
    • logi i wyniki zapisane w dedykowanym bucketcie z wersjonowaniem.

Jeśli masz zacząć od czegokolwiek – zacznij choćby od spójnej konwencji nazw i logowania metryk do jednego miejsca. Późniejsza migracja do MLflow czy Experiments będzie znacznie prostsza.

Trening modeli w chmurze – od prostego joba do skalowania klastrem

Single-node training: najprościej, ale już w chmurze

Większość projektów na starcie nie potrzebuje rozproszonego treningu. Jeden node (czasem z GPU) w chmurze i tak będzie skokiem jakościowym w porównaniu z laptopem.

  • Managed training jobs – SageMaker Training Jobs, Vertex Custom Job, Azure ML Job. Przekazujesz:
    • obraz Dockera lub kod + requirements,
    • typ maszyny (CPU/GPU, ile RAM),
    • ścieżki do danych i miejsca na wynik.

    Platforma sama stawia instancję, odpala skrypt, zbiera logi, po jobie instancję gasi.

  • Trening na VM – klasyczne podejście:
    • tworzysz VM z GPU (np. G2, P3 itp.),
    • instalujesz środowisko lub wgrywasz Dockera,
    • uruchamiasz skrypt i sam zarządzasz życiem maszyny.

Dla małych projektów różnica kosztowa między managed trainings a własną VM bywa pomijalna, za to wygoda jobów zarządzanych – spora. Nie trzeba pamiętać o ręcznym wyłączaniu maszyny (czyli nie płacisz za czyjś weekendowy zapomniany eksperyment).

Rozproszony trening: Horovod, DDP i przyjaciele

Gdy modele robią się większe (np. duże sieci dla NLP/CV), a dane rosną, pojawia się potrzeba rozproszonego treningu. Chmury dostarczają kilka trybów:

  • Data parallel – klon modelu na kilku GPU/maszynach, każda widzi inny batch, parametry są synchronizowane:
    • PyTorch Distributed Data Parallel (DDP),
    • Horovod (TensorFlow, PyTorch),
    • strategia MirroredStrategy w TF.
  • Model parallel – sam model jest dzielony między urządzenia (popularne przy bardzo dużych LLM). Często wymaga bardziej zaawansowanych frameworków (Megatron-LM, DeepSpeed).

Platformy chmurowe dodają do tego „sklejkę”:

  • definiujesz liczby workerów i parameter serverów (lub tylko workerów, jeśli używasz all‑reduce),
  • ustawiasz typ maszyn (np. 4xGPU per node),
  • wskazujesz strategię treningu w kodzie (DDP, Horovod).

Kluczowy punkt: koszt rośnie liniowo (albo szybciej) z liczbą maszyn, a zyski z przyspieszenia nie zawsze są 1:1. Przy rozproszonym treningu sens ma solidne profilowanie kodu i przemyślane batch size’y, bo spalanie budżetu potrafi być bardzo efektywne – w złą stronę.

Preemptible/spot instances: taniej, ale z ryzykiem przerwań

Każdy chciałby trenować na GPU taniej. Stąd preemptible / spot instances – tańsze, ale mogą zostać odebrane w trakcie joba.

  • Zalety:
    • czasem nawet kilkukrotnie niższa stawka godzinowa,
    • świetne do eksperymentów i hyperparam tuning.
  • Wyzwania:
    • job może zostać przerwany w dowolnym momencie,
    • trzeba zadbać o checkpointing i wznawianie.

Rozsądne podejście to:

  • zapisywać checkpointy modelu i stanu optymalizatora co N minut lub batchy do wspólnego storage’u,
  • w kodzie mieć logikę „jeśli znajdziesz checkpoint – wznów trening”,
  • łączyć spoty z normalnymi instancjami (np. master na on‑demand, workery na spot).

Przy dobrze zrobionym checkpointingu można zejść ze średnim kosztem treningu całkiem wyraźnie, a utrata pojedynczego workera to tylko drobna irytacja, a nie katastrofa.

Hyperparameter tuning w chmurze

Dostrajanie hiperparametrów ręcznie jest zabawne… przez pięć pierwszych prób. Potem robi się żmudne. Chmury mają wbudowane systemy HPO (Hyperparameter Optimization):

  • SageMaker Hyperparameter Tuning Jobs,
  • Vertex AI Vizier / Hyperparameter Tuning,
  • Azure ML Hyperdrive.

Wspierają różne strategie: random search, Bayesian optimization, population based training. Konfigurujesz:

  • przestrzeń parametrów (zakresy, typy – int, float, log scale),
  • metrykę optymalizowaną (np. ROC AUC na walidacji),
  • maksymalną liczbę prób i równolegle uruchomionych jobów.

Dodatkowy plus: wbudowane mechanizmy early stopping, które ubijają słabo zapowiadające się kombinacje. Dobrze jest w takim scenariuszu mieć lekki, szybki pipeline treningowy, by każda próba nie trwała pół dnia – inaczej nawet najlepszy Bayesian będzie stał w korku.

Abstrakcyjna sieć neuronowa 3D symbolizująca uczenie maszynowe w chmurze
Źródło: Pexels | Autor: Google DeepMind

AutoML i gotowe usługi – kiedy korzystać, a kiedy lepiej nie

Co właściwie daje AutoML w chmurze

AutoML to parasolowe określenie na usługi, które biorą dane, minimalną konfigurację i oddają gotowy model lub wręcz endpoint. W wersjach chmurowych dochodzi do tego skalowanie, monitoring i integracja z resztą ekosystemu.

  • Klasyczne tabular / strukturalne dane:
    • Amazon SageMaker Autopilot,
    • Vertex AI Tabular,
    • Azure AutoML.

    Wejściem jest zwykle plik/baza (BigQuery, S3, Blob), wyjściem – wytrenowany model z raportem feature importance, metrykami i często gotowym endpointem.

  • Gotowe API dla CV/NLP:
    • Vision API, Rekognition – klasyfikacja, detekcja obiektów, OCR,
    • Text / Language API – klasyfikacja tekstu, sentiment, NER, tłumaczenia,
    • Custom Vision / AutoML Vision – fine‑tuning modeli wizji pod własne etykiety.
  • AutoML pod LLM / generatywne:
    • Vertex AI / Bedrock / Azure OpenAI – fine‑tuning lub prompt‑tuning gotowych modeli,
    • narzędzia do generowania feature’ów, podsumowań, klasyfikacji bez klasycznego treningu.

Cel tych usług jest prosty: skrócić czas od danych do pierwszego sensownego modelu. Czasem to wystarcza na produkcję, czasem tylko jako baseline – ale baseline zrobiony w godziny, a nie tygodnie.

Kiedy AutoML ma największy sens

AutoML nie jest magiczne, ale w kilku scenariuszach bywa bardzo opłacalne.

  • Szybki POC – trzeba wiedzieć, czy dane „niosą sygnał”, zanim zainwestujesz w ręczne feature engineering i zaawansowaną architekturę. AutoML pokaże sufit (albo przynajmniej antresolę).
  • Mniejsze zespoły / brak mocnych ML‑owców – biznes chce klasyfikacji leadów, a w teamie jest głównie Python dev? AutoML tabular potrafi zbudować sensowne modele drzewiaste bez zagłębiania się w XGBoost‑owe niuanse.
  • Standardowe problemy – klasyfikacja obrazów, prosta analiza tekstu, prognozowanie szeregów czasowych sprzedaży bez egzotycznych wymagań. Tam, gdzie brak jest „twistów domenowych”, AutoML często zrobi 80–90% roboty.
  • Benchmark dla własnych modeli – uruchom AutoML, zapisz metryki, a potem buduj swoje modele. Jeśli po tygodniu kodzenia ciągle jesteś poniżej wyniku AutoML, to coś jest nie tak po stronie feature’ów, danych lub walidacji.

Gdzie AutoML zaczyna przeszkadzać

Są też sytuacje, w których AutoML zaczyna ciążyć bardziej niż pomaga.

  • Silne ograniczenia regulacyjne – modele muszą być w pełni wyjaśnialne, audytowalne, z możliwością ręcznej modyfikacji. Czarna skrzynka generowana przez AutoML (czasem z setkami kroków preprocessingu) bywa problemem dla compliance.
  • Nietypowe dane / customowe architektury – sekwencje zdarzeń, grafy, hybrydowe wejścia (tekst + obraz + tabular) czy metody meta‑learningu. AutoML zwykle nie wspiera tego typu dziwactw albo robi to dość powierzchownie.
  • Ostre wymagania wydajnościowe – minimalne opóźnienia, niskie zużycie RAM, inference na edge’u. Modele z AutoML (szczególnie ensemble’e) potrafią być ciężkie i trudne do przycięcia.
  • Vendor lock‑in – pipeline w stylu „dane wchodzi do Vertex AutoML, wychodzi endpoint Vertex AutoML” jest wygodny, ale migracja poza GCP bywa potem bolesna. Podobnie w innych chmurach.

Dobrą praktyką jest przynajmniej eksport modelu (ONNX, PMML, pickle/XGBoost model file), jeśli platforma to umożliwia. Nawet jeśli dziś to endpoint zarządzany, jutro możesz chcieć ten sam model uruchomić w Kubernecie na innej infrastrukturze.

Gotowe API vs własny model

Poza AutoML są jeszcze całkowicie „gotowe” API: rozpoznawanie twarzy, analizę emocji, klasyfikację toksyczności itp. Kuszą, bo koszt wejścia to jedno wywołanie HTTP. Różnica względem własnego modelu jest jednak dość zasadnicza.

  • Zalety gotowych API:
    • brak treningu, brak zarządzania infrastrukturą,
    • dobra jakość na ogólnych zadaniach,
    • aktualizacje modelu po stronie dostawcy (czasem poprawa jakości „za darmo”).
  • Minusy:
    • brak kontroli nad danymi treningowymi i architekturą,
    • zmiany modelu po stronie dostawcy mogą zmienić zachowanie twojego systemu z dnia na dzień,
    • koszty per request rosną z wolumenem (powyżej pewnego progu taniej utrzymać własny model).

Częsta strategia to hybryda: najpierw gotowe API (np. OCR), potem własny model na przetworzonych danych (np. klasyfikacja dokumentów, fraud detection). Gotowa usługa robi ciężką, generyczną część, a własny model – część domenową.

Deployment modelu: od pickla do skalowalnego endpointu

Model jako artefakt, nie „pliki gdzieś na serwerze”

Zanim model trafi na produkcję, powinien być traktowany jak pełnoprawny artefakt: ma wersję, metadane, historię. Chmura ułatwia to przez wbudowane registry i storage.

  • Model Registry:
    • SageMaker Model Registry,
    • Vertex AI Model Registry,
    • Azure ML Model Registry,
    • MLflow Model Registry (samodzielnie hostowany).

    Do registry zapisujesz nie tylko binarkę modelu, ale też:

    • wersję kodu (commit SHA),
    • informację o zbiorze treningowym / wersji danych,
    • metryki walidacyjne,
    • tagi środowiskowe (np. candidate, staging, production).
  • Artefakty w storage – S3 / GCS / Blob Storage jako źródło prawdy dla:
    • samych modeli (.pt, .pkl, .onnx),
    • pipeline’ów preprocessingu (np. fitted encodery, scalery),
    • raportów z treningu (notebooki, wykresy, raporty PDF).

Dopiero z tak ułożonym repozytorium modeli ma sens podchodzenie do deploymentu jako do powtarzalnego procesu, a nie ręcznej rzeźby na każdym środowisku.

Serwowanie modelu w kontenerze

Najbardziej uniwersalny sposób deploymentu w chmurze to kontener z serwerem inferencji. Niezależnie, czy kończysz na ECS, GKE, AKS, Cloud Run czy App Service – wzorzec jest podobny.

  1. Obraz bazowy:
    • oficjalny runtime (Python, Node) lub specjalistyczny (PyTorch, TensorFlow Serving),
    • zainstalowane zależności z requirements.txt lub environment.yml.
  2. Warstwa modelu:
    • ładowanie modelu z lokalnego patha (wbudowany w obraz) lub ze storage’u przy starcie kontenera,
    • ładowanie elementów preprocessingu (tokenizery, encodery itp.).
  3. API inferencji:
    • zwykle HTTP/REST (FastAPI, Flask), czasem gRPC,
    • prosty schemat: /health, /predict, ewentualnie /metadata.

W managed serwisach typu SageMaker Endpoint, Vertex AI Endpoint czy Azure ML Online Endpoint część rzeczy robi za ciebie platforma (healthchecki, autoscaling, logi). Jeśli jednak kontener jest dobrze zaprojektowany, łatwo przenieść go między tymi usługami a „gołym” Kuberem.

Batch vs online – dwa różne deploymenty

Nie każdy model musi żyć jako HTTP endpoint. W wielu firmach większość inferencji robi się wsadowo, np. raz dziennie, a wyniki lądują w hurtowni lub bazie.

  • Batch scoring:
    • job (SageMaker Batch Transform, Vertex Batch Prediction, pipeline w Azure ML, Dataflow, Spark) czyta dane z tabeli / pliku,
    • aplikuje model na dużym zbiorze,
    • zapisuje wynik do storage’u / bazy.

    Dobre do: rekomendacji generowanych raz na dobę, scoringu kredytowego przed nocnym batch’em, predykcji obłożenia magazynów itp.

  • Online / near‑real‑time:
    • modele za load balancerem (API Gateway, Ingress),
    • małe opóźnienia (milisekundy – sekundy),
    • integracja z systemami transakcyjnymi.

    Tutaj ważne są SLA, autoscaling, cache, a także sensowne limity (timeouty, rozmiar payloadu).

Często najlepsze efekty daje połączenie: pre‑scoring batchowy plus prosty online refinment. Np. rekomendacje liczone raz na noc, a w czasie rzeczywistym tylko re‑ranking na podstawie ostatnich kilku klików użytkownika.

Skalowanie endpointów i wersjonowanie

Gdy model trafi do świata żywych requestów, zaczynają się kwestie wydajności i ewolucji wersji.

  • Autoscaling:
    • skala na podstawie QPS (requests per second), CPU/GPU usage lub latency,
    • w managed endpointach konfigurujesz minimalną i maksymalną liczbę replik oraz progi metryk.
  • Wersjonowanie modeli:
    • endpoint może mieć kilka wersji – v1, v2 itp.,
    • ruch kierowany za pomocą routing rules (np. 90% na v1, 10% na v2 – canary deployment),
    • łatwy rollback: zmiana routingu bez przebudowy infrastruktury.
  • A/B testy:
    • część ruchu dostaje nowy model, reszta stary,
    • wyniki zbierane przez system eventowy/analitkę (BigQuery, Redshift, Snowflake),
    • decyzje biznesowe podejmowane na podstawie KPI (a nie tylko ROC z walidacji).

W praktyce największą ulgę daje automatyzacja: deploy nowej wersji modelu jednym commitem, a nie wymiana pliku pickla przez SSH wieczorem w piątek.

Monitoring: metryki techniczne, biznesowe i drift

Sam działający endpoint to dopiero połowa drogi. Druga połowa to wiedza, czy on działa dobrze – i nadal tak samo za miesiąc.

  • Metryki techniczne:
    • latencja (p50, p90, p99),
    • błędy (4xx, 5xx),
    • zużycie CPU/GPU, pamięci.

    Zazwyczaj lądują w Prometheusie, Cloud Monitoring, CloudWatch czy Application Insights, z alertami na Slack / mail.

  • Metryki biznesowe:
    • CTR, konwersje, średnia wartość koszyka, odsetek odrzuconych wniosków itp.,
    • porównanie okresów: przed/po deploymencie nowej wersji.
  • Drift danych i modelu:
    • monitoring rozkładów cech wejściowych vs rozkład z treningu,
    • monitoring rozkładów predykcji,
    • opcjonalnie – zbieranie ground truth z opóźnieniem (np. prawdziwy label po kilku dniach) i ponowne liczenie metryk.

Chmurowe platformy (SageMaker Model Monitor, Vertex AI Model Monitoring, Azure Data/Model Drift) potrafią dużo z tego zrobić automatycznie, ale nawet prosty własny job, który raz dziennie sprawdza rozkłady i metryki, jest lepszy niż całkowita cisza radiowa.

Pipeline’y MLOps w chmurze – od danych do modelu w jednym ciągu

Od eksperymentu do powtarzalnego pipeline’u

Po kilku udanych eksperymentach lokalnych zwykle pojawia się potrzeba „zrobienia tego porządnie”: zautomatyzowania treningu, walidacji, deploymentu i monitoringu. Pipeline MLOps to nic innego jak zestaw kroków zdefiniowanych w kodzie, uruchamianych na chmurowej infrastrukturze.

  • Orkiestratory chmurowe:
    • SageMaker Pipelines,
    • Vertex AI Pipelines (Kubeflow Pipelines pod spodem),
    • Azure ML Pipelines.
  • Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

    Dlaczego warto trenować modele uczenia maszynowego w chmurze zamiast lokalnie?

    Chmura daje elastyczność, której brakuje lokalnym serwerom: możesz w kilka minut podnieść moc obliczeniową x10, odpalić równolegle wiele eksperymentów i po treningu po prostu wyłączyć maszyny. Lokalnie jesteś ograniczony sprzętem, który już stoi w serwerowni – jeden długi trening potrafi zablokować całą „mocną” maszynę na dni.

    Dodatkowo nie zajmujesz się fizyczną infrastrukturą: awaria GPU, brak miejsca w szafie, wymiana sprzętu co kilka lat – te problemy lądują po stronie dostawcy chmury. Ty skupiasz się na kodzie i modelach, a nie na życiu serwerów.

    Czy uczenie maszynowe w chmurze jest tańsze niż własny serwer?

    Na starcie zazwyczaj tak. W chmurze płacisz za zużycie, więc nie musisz kupować drogich serwerów z wyprzedzeniem. To szczególnie korzystne, gdy trenujesz modele w „skokach” – intensywny tydzień eksperymentów, potem kilka tygodni spokoju.

    Przy bardzo dużej, stałej skali (ciągły trening dużych modeli, potężne klastry GPU) własna infrastruktura może wyjść taniej, ale to raczej scenariusz dla dużych organizacji enterprise. Dla większości zespołów ML elastyczność i niski próg wejścia chmury wygrywają z inwestycją w serwerownię.

    Jakie są główne wady korzystania z chmury do uczenia maszynowego?

    Najczęstsze problemy to vendor lock-in, koszty, które „po cichu” rosną, oraz kwestie regulacyjne. Im mocniej oprzesz się na specyficznych usługach jednego dostawcy (np. AutoML, managed feature store), tym trudniej będzie kiedyś zmienić chmurę.

    Koszty potrafią wymknąć się spod kontroli przez trzymanie starych modeli, storage, ruch między regionami, endpointy działające 24/7. Do tego dochodzą regulacje (np. RODO, dane zdrowotne), które ograniczają, gdzie i jak możesz trzymać dane – czasem kończy się na modelu hybrydowym: część zasobów on-prem, część w chmurze.

    Kiedy opłaca się użyć AutoML/low-code, a kiedy własny kod i Kubernetes?

    AutoML i podejście low-code sprawdzają się przy klasycznych problemach (np. churn, scoring leadów, proste klasyfikacje), gdy liczy się szybkie sprawdzenie „czy to w ogóle działa” i nie masz dużego zespołu ML. Wrzucasz dane, ustawiasz kilka opcji i masz model gotowy do testów biznesowych.

    Własny kod na VM/Kubernetesie ma sens, gdy potrzebujesz pełnej kontroli: niestandardowej architektury modelu, specyficznych bibliotek, integracji z rozbudowanym CI/CD czy zaawansowanego MLOps. W praktyce wiele firm ląduje w hybrydzie: AutoML do szybkich PoC, a „goły” Kubernetes i Dockery do krytycznych, produkcyjnych modeli.

    Jakie usługi chmurowe wybrać do trenowania i wdrażania modeli ML (AWS, GCP, Azure)?

    Trzy główne platformy oferują podobny zestaw klocków: notebooki, zarządzany trening, endpointy z autoscalingiem oraz narzędzia do MLOps. W AWS będzie to głównie SageMaker, w Google Cloud – Vertex AI, a w Azure – Azure Machine Learning.

    Różnią się ergonomią, integracją z resztą ekosystemu i detalami cenowymi. Jeśli firma i tak jest „w świecie Microsoftu”, naturalny wybór to Azure ML; dla środowisk mocno kubernetesowych i data-driven często wygrywa GCP z Vertex AI; w organizacjach z dużym footprintem w AWS logiczny będzie SageMaker. Technicznie wszystkie trzy pozwalają ogarnąć ten sam proces: dane → trening → deployment → monitoring.

    Czy do uczenia maszynowego w chmurze zawsze potrzebuję GPU lub TPU?

    Nie. GPU/TPU przydają się głównie przy deep learningu, szczególnie dla obrazu, NLP czy dużych modeli sekwencyjnych. Dla wielu klasycznych zadań na danych tabelarycznych (regresja, klasyfikacja, modele drzewiaste) CPU w chmurze całkowicie wystarcza, a do tego jest tańsze.

    Chmura ułatwia jednak dostęp do różnego typu GPU – możesz w praktyce sprawdzić, czy dany model realnie zyskuje na przyspieszeniu, zamiast kupować na ślepo drogi sprzęt. Często kończy się to prostą zasadą: szybkie eksperymenty na CPU, docelowy trening większych modeli na GPU.

    Do jakich scenariuszy najlepiej nadaje się chmura w projektach ML?

    Sprawdza się szczególnie w trzech sytuacjach: szybkich PoC (krótki projekt, który ma udowodnić, że coś jest możliwe), systemach produkcyjnych średniej skali (rekomendacje, scoringi, personalizacja) oraz w dużych platformach ML, gdzie działa wiele zespołów i setki modeli.

    W lekkich PoC wystarczy często notebook w chmurze i jeden endpoint do demo. W dojrzałych systemach dochodzą powtarzalne pipeline’y, automatyzacja, monitoring, CI/CD i często Kubernetes pod spodem. Innymi słowy: od „jednego notatnika” po pełną platformę – chmura obsłuży wszystkie te poziomy, o ile architektura nie powstaje metodą „wrzućmy wszystko na jedno konto i zobaczymy, co się stanie”.

1 KOMENTARZ

  1. W artykule „Uczenie maszynowe w chmurze: szybki start z treningiem i deploymentem” bardzo doceniam klarowny sposób, w jaki przedstawiono proces uczenia maszynowego w chmurze. Autor wyjaśnił kroki treningu i deploymentu w sposób przystępny nawet dla osób początkujących, co jest bardzo pomocne. Jednakże, brakuje mi bardziej szczegółowych przykładów zastosowania konkretnych narzędzi oraz porównania różnych platform chmurowych do uczenia maszynowego. Myślę, że taka informacja byłaby bardzo wartościowa dla czytelników, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na ten temat. W sumie artykuł jest przydatny dla tych, którzy chcą szybko rozpocząć pracę z uczeniem maszynowym w chmurze, ale możliwe byłoby jeszcze bardziej wzbogacenie treści.

Komentarze są dostępne tylko po zalogowaniu.